Nikt nie jest byle jaki.

Nikt nie jest byle jaki. A jednak właśnie tak dziś traktuje się młodych ludzi. To zdanie nie jest prowokacją. Jest diagnozą. Wystarczy uważnie przyjrzeć się językowi, którym mówi się dziś o młodych: o ich tożsamości, relacjach, seksualności, wyborach życiowych, wizji szczęścia i sensu. Coraz częściej nie są opisywani jako osoby w drodze, wymagające czasu, ochrony i mądrego towarzyszenia, lecz jako projekty do natychmiastowego przekształcenia, nośniki idei, obiekty eksperymentów kulturowych, na których testuje się nowe definicje człowieka.

Nie jest prawdą, że to wszystko dzieje się przypadkiem. Współczesna narracja o wychowaniu, wolności i tożsamości ma swoją logikę. Od lat buduje się przekaz, w którym granice są podejrzane, trwałość jest anachroniczna, a pytania o naturę człowieka zastępuje się sloganami o absolutnej autonomii. Młody człowiek słyszy, że może być kim chce – ale rzadko słyszy, że warto odkryć, kim jest naprawdę. Słyszy, że tożsamość jest konstrukcją, ale coraz rzadziej słyszy, że człowiek jest darem, który trzeba rozpoznać, a nie dowolnie zaprojektować.

To właśnie w tej przestrzeni rozkwita to, co coraz częściej określa się mianem antykultury. Nie jako jeden spójny ruch, lecz jako gęsta sieć narracji obecnych w mediach, edukacji, popkulturze i języku instytucji. Antykultura nie działa frontalnie. Nie mówi: „zburzymy wszystko”. Działa subtelniej. Przesuwa akcenty. Zmienia definicje. Rozmywa pojęcia. Uczy reagować emocją zamiast rozumem. Uczy interpretować świat przez pryzmat chwilowych impulsów, a nie trwałych kryteriów. Miłość sprowadza do doświadczenia, wolność do braku granic, a prawdę do subiektywnego odczucia.

Najbardziej niepokojące jest to, że młodzi są w tej rzeczywistości nieustannie bombardowani gotowymi odpowiedziami. Zamiast przestrzeni do dojrzewania – otrzymują etykiety. Zamiast cierpliwego towarzyszenia – instrukcje samookreślenia. Zamiast wychowania – coaching ideologiczny. A przecież okres dorastania od zawsze był czasem napięć, lęków, pytań, poszukiwań, sprzeczności i buntu. To nie jest defekt. To jest naturalny etap rozwoju. Problem zaczyna się wtedy, gdy to, co przejściowe, zostaje zamienione w definicję na całe życie, a kryzys dojrzewania zostaje potraktowany jak ostateczna diagnoza.

W tym sensie młody człowiek staje się celem. Celem strategii kulturowych, które doskonale rozumieją, że kto kształtuje wyobraźnię kolejnego pokolenia, ten w długiej perspektywie zmienia całe społeczeństwo. To dlatego tak wiele energii inwestuje się dziś w edukację, programy wychowawcze, język używany w szkołach, przekaz medialny, seriale, kampanie społeczne i influencerską popkulturę. Nie chodzi już tylko o przekazywanie wiedzy. Chodzi o formowanie wrażliwości, reakcji, sposobu myślenia o sobie i świecie.

Coraz częściej obserwujemy też napięcie między tym, czego młodych się uczy w przestrzeni publicznej, a tym, co przekazuje im rodzina, tradycja religijna czy klasyczna antropologia filozoficzna. Dla jednych to konflikt konieczny i wyzwalający. Dla innych – źródło głębokiego chaosu. Dla wielu młodych ludzi to po prostu rozdwojenie: w domu słyszą jedno, w szkole drugie, w internecie trzecie, a w kulturze masowej czwarte. Trudno w takich warunkach budować spójną wizję siebie.

Niepokój budzi również to, że nawet instytucje, które przez wieki pełniły rolę punktów odniesienia moralnego i kulturowego, coraz częściej wahają się w swoim języku. Tematy małżeństwa, rodziny, różnicy płci, odpowiedzialności i trwałych zobowiązań bywają formułowane niepewnie, półgłosem, z lękiem przed oskarżeniami o „brak nowoczesności”. A młody człowiek, który i tak czuje się zagubiony, odbiera to jako sygnał, że nie ma już żadnych stałych punktów.

https://www.youtube.com/watch?v=0OcGDaz7ogM

A jednak – i to jest element, który daje nadzieję – młodzi nie przestali szukać. Nawet w świecie przesyconym narracjami o dowolności, wielu z nich intuicyjnie wyczuwa, że nie wszystko jest kwestią wyboru, że istnieje coś takiego jak prawda o człowieku, że szczęście nie polega wyłącznie na realizowaniu impulsów, że miłość wymaga więcej niż chemii i emocji, a wolność bez odpowiedzialności szybko zamienia się w pustkę.

Wbrew temu, co sugerują niektóre narracje, młody człowiek nie chce być tylko konsumentem tożsamości. Chce sensu. Chce odpowiedzi, które nie zmieniają się co sezon. Chce relacji, które wytrzymują próbę czasu. Chce świata, w którym słowa coś znaczą, a decyzje mają konsekwencje.

Dlatego warto dziś mówić spokojnie, ale jasno. Bez histerii, bez obrażania, bez redukowania rozmówców do etykiet. Warto przywracać kulturze wychowania jej właściwy ton: cierpliwy, wymagający, realistyczny i zakorzeniony w przekonaniu, że młody człowiek nie jest problemem do rozwiązania, lecz osobą do poprowadzenia.

Bo nikt nie jest byle jaki. A już na pewno nie młody człowiek, który dopiero uczy się, kim jest.


Tags: No tags

Comments are closed.